Przejdź do głównej zawartości

Sylwia i Łukasz

Spotkaliśmy się w ich warszawskim mieszkaniu. Oboje pełni obaw, czy z tych zdjęć to w ogóle coś wyjdzie. Sesję dostali w prezencie od przyjaciół. We wrześniu biorą ślub, chcą zrobić sesję taką dla siebie, na pamiątkę tego czasu przed ślubem.

Sylwia troszkę spięta, Łukasz próbujący zbagatelizować osobę trzecią z wielkim czarnym okiem, obserwującą ich z boku. I ja, próbująca im wmówić, że mnie nie ma i żeby po prostu okazywali sobie dużo miłości... żebyśmy tę miłość mogli zamknąć w kadrach. Podpowiadałam co będzie dobrze wyglądało na zdjęciach, po czym usuwałam się w cień stając najdalej jak się da, by zostawić im przestrzeń dla nich samych....

A kiedy po miesiącu zdjęcia dotarły do Sylwii otrzymałam wiadomość:

"Oooo boooze... Jakie pieeeeekne!!! Booooskie zdjecia!!! Jestes genialna!

Jezuuu dziekujemy!!!! No sa poprostu przepiekne!
 
Ja widzialam zdjęcia od mojej druhny .... i myslalam ze sie juz nie da się ładniej
A ta sesja bije wszystko

A byłam taka spięta

Zrobiłaś coś niemożliwego, przekonałaś mnie do sesji zdjęciowych bo zawsze byłam na nie. Gdybyśmy nie dostali w prezencie to bym się nie zdecydowała, wiec może te nasze zdjęcia przekonają inne dziewczyny takie jak ja."

O tych zdjęciach mowa:














 







Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sesja to plaster na duszę... Kasia

Jakiś czas temu wpadł mi w oko reportaż, o zdjęciach jako terapii po operacjach oszpecających kobiece ciało. Często operacje ratujące życie, zostawiające widoczne gołym okiem blizny. Były tam robione portrety kobiet z bliznami. Zapewne takich reportaży i artykułów jest całe mnóstwo, więc nie będę szukała teraz linku do tego reportażu... Jednak pierwsza myśl, która mi wtedy przyszła do głowy, że sesje które ja wykonuję to plaster na te blizny, których nie widać gołym okiem.

Na zranienia po zdradach, po porzuceniach... na zranienia po byciu oszukiwaną, na stłamszone przez lata poczucie własnej wartości... na liczne kompleksy, które zakorzenienie mają jeszcze w latach młodzieńczych... na to wszystko sesja to plaster. Jeśli rana nie jest zbyt głęboka, jeśli już trochę się zabliźniła, jeśli boli ale już nie aż tak... taki plaster da radę i rozkwitniecie. Jeśli jednak obrażenia są głębokie i świeże, choćbym nie wiem jak się starała i choćbym nie wiem jak piękny plaster Wam dała... ta rana …

Asia

Na dzień dobry usłyszałam "nienawidzę się na zdjęciach".... "gdyby nie to, że przyjaciele od których dostałam  dopytują się, kiedy zobaczą efekty, pewnie nigdy bym się nie umówiła"....
i "nigdy sama nie kupiłabym sobie takiej sesji"

O i z takim komunikatem zacząć zdjęcia... gdzie moim celem jest pokazanie jak najpiękniej.

I milion myśli, czy dam radę z tak wysoko postawioną poprzeczką...

I ta na końcu ta jedna najważniejsza myśl... dam radę, zrobię wszystko by było najpiękniej... potrafię, wiem że potrafię, kto jak nie ja...

...

...

A wyszło tak...











Nie wierzę w to co mówisz

Usłyszałam w sobotę i chodzi mi po głowie...

Ona: - A Ty robisz tylko takie zmysłowe, kobiece, rozbierane zdjęcia?

Ja: - W sumie, nie tylko... robię czasem zdjęcia wizerunkowe, biznesowe.

Ona: - No tak, ale chodzi mi o te zdjęcia, które robisz kobietom.

Ja: - Tak, wszystkie zdjęcia które robię kobietom... nawet jeśli założenie początkowe jest inne... kończą się zdjęciami które nie są tylko formalnymi portretami. Jeśli kobieta na dzień dobry mówi, że chciałaby tylko portrety, to ja się zgadzam. Ale jeśli w trakcie sesji sama zmienia zdanie, to robimy też zdjęcia które są bardziej śmiałe, rozebrane, bardziej kobiece, sensualne, zmysłowe...

Ona: - Jest to dla mnie niezrozumiałe, po co kobiety chcą takie zdjęcia

Ja: - Jedne tego potrzebują dla siebie, by poczuć się kobieco... inne by podbudować swoją wartość... jeszcze inne by spojrzeć na siebie poprzez pryzmat swojej kobiecości a nie tylko przez pryzmat roli matki, żony, kucharki, sprzątaczki, strażniczki domowego ogniska... inne pracuj…